Do Gdańska przyjechał szuwar… i nagle było jutro.

Zaczeło się tak, ze wyglądając oboje jak pijane glonojady stwierdzilismy, ze warto na sniadanioobiadopodwieczorkokolacje zrobic pizze. Wyprawa nie była łatwa, a my szlismy istne wieki interesując się wszystkim co po drodze… nawet małymi uroczymi dziecmi za co dostalismy prawie wpierdol. Zacytuje

szuwar: patrz jakie ładne dziecko
ja: ojeziu
mama dziecka: co się gapisz kurwa? chcesz wpierdol?
ja: … sorry…
matka dziecka: chuj wam w dupe, pedały!

Dalej przyszla kolej na robienie pizzy. W końcu do domu wrócił Daniel i przerazony wyglądem swojej kuchni usiadł i zapalił… ale żąrcie było dobre.

Swoją drogą to zastanawiam się czy to wszystko mialo miejsce jednego dnia… a niewazne…

12:41 i love sundays

sierpień 12, 2007

trzynasta rano…

ready...

steady...

go!

upieczone suszone pomidory- lof lof lof :]

7:15

sierpień 8, 2007


Rano, raniutko, na wielkim kacu poprosiłem o hot-doga na stacji.

Pani popatrzyła na mnie i z wielkim współczuciem wręczyła mi hot-doga na poprawienie nastroju.